Zemsta niemieckiej elity

W tym tygodniu przedstawiciele niemieckiej elity władzy w polityce zagranicznej skrytykowali opinię publiczną za jej zaściankowość, samozadowolenie i pacyfizm

W tym tygodniu przedstawiciele niemieckiej elity władzy w polityce zagranicznej skrytykowali opinię publiczną za jej zaściankowość, samozadowolenie i pacyfizm. W zadziwiająco szczerym języku, prezydent Niemiec Joachim Gauck zabrał głos w ostatni piątek podczas Monachijskiej Konferencji Polityki Bezpieczeństwa mówiąc: „W Niemczech mieszkają prawdziwi, ideologiczni pacyfiści, jednak są również ludzie wykorzystujący poczucie winy Niemców za ich przeszłość jako ochronę dla ich lenistwa bądź z chęci odcięcia się od reszty świata.”

Gauck zadał pytanie, czy przeszłe grzechy Niemiec oznaczają, że spoczywa na nich raczej więcej niż mniej odpowiedzialności za to by ochronić kruche fundamenty gospodarki czy pokojowego porządku świata, z których wyciągnęły korzyści. W swoim przemówieniu Gauck atakował, bez wymieniania z nazwiska, byłego ministra spraw zagranicznych Guido Westerwellego, którego określenie „kultury powściągliwości” oraz mocna opozycja wobec prób subwencjonowania strefy euro, były próbami wyrazu publicznego odcięcia się Niemiec.

Doktryna Westerwellego osiągnęła swoją apoteozę w marcu 2011 roku, kiedy Westerwelle stanął w Radzie Bezpieczeństwa Narodów Zjednoczonych po stronie Brazylii, Rosji, Indii oraz Chin i wyraził swój sprzeciw wobec interwencji w Libii, która była przeprowadzana przez połączone siły Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej.

Historia jest dialektyczna, jak to lubią mówić Niemcy. Rzadko kiedy rozwija się w jednej prostej linii. Zazwyczaj balansuje pomiędzy sprzecznościami. Jeden ze starszych dyplomatów wyjaśnił mi, że gdyby Westerwelle nie przyjął „kultury powściągliwości” tak dumnie, byłoby niemożliwym dla obecnej elity by zrezygnować z niej całkowicie.

Uwagi prezydenta miały swój wydźwięk tym bardziej, iż wydawało się że są częścią większej kampanii propagowanej przez niemieckie elity władzy w polityce zagranicznej. Nowy minister spraw zagranicznych, Frank-Walter Steinmeier, mówił o „reaktywacji niemieckiego ministerstwa spraw zagranicznych” i zaoferował zniszczenie syryjskiej broni chemicznej w Niemczech.

Steinmeier spotkał się z ministrem spraw zagranicznych Francji oraz oznajmił wznowienie francusko-niemieckiej polityki współpracy – dając temu początek poprzez wspólne wyjazdy do Mołdawii, Gruzji, Libii i Tunezji. W tym samym czasie niemiecka minister do spraw obrony narodowej, Ursula von der Leyen, która jest postrzegana jako ewentualna następczyni kanclerz Angeli Merkel na pozycji  liderki CDU, powiedziała że „obojętność nie jest opcją”. W ostatnich wywiadach prasowych, von der Leyen obiecała zwiększenie oddziałów wojskowych w Mali oraz wyraziła wsparcie dla  stworzenia europejskiego wojska.

Obecnym wyzwaniem jest opinia publiczna. Wysoki rangą urzędnik poinformował mnie, że „80% elit zgadza się z aktywizmem podczas gdy 80% opinii publicznej sprzeciwia się mu. Przepaść pomiędzy tymi dwoma staje się nie do zniesienia. Ostatnie wypowiedzi służą jej zasypaniu.”

A zatem, czy to zadziała? I jeżeli tak, jaki kierunek polityki zagranicznej Niemcy będą promować?

Nowo-wybrany przewodniczący komisji spraw zagranicznych w Bundestagu, były minister energii i środowiska, NorbertRöttgen, przyznał się mi podczas wywiadu, że jak dotychczas „więcej było retoryki niż merytoryki”, jednak ma nadzieję że to zmieni debatę publiczną. Martwi go że zbyt dużo rozmów poświęconych jest użyciu siły, jedynemu zagadnieniu, któremu sprzeciwia się opinia publiczna. „W celu zmniejszenia przepaści między władzami a opinią publiczną, powinniśmy mówić mniej o zaanagażowaniu wojska a więcej o tym jak aktywniejsza dyplomacja, wydatki na rozwój i polityka gospodarcza mogą pomóc Syrii, Ukrainie, Iranowi oraz w sprawie amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA),” powiedział.

Niemcy nie są jedynym krajem, który musi się uporać z pytaniami dotyczącymi ukierunkowania na politykę wewnętrzną. Niedawny sondaż Instytutu Pew pokazał, że 80% Amerykanów, uważa że Obama powinien poświęcić więcej uwagi kwestiom wewnętrznym. Jednak Niemcy są pod tym względem wyjątkowym przypadkiem,  ponieważ nieprzychylna opinia publiczna zapłaciła swoją cenę za strategiczną wizję elity rządzącej – od subwencjonowania Niemiec Wschodnich po wzmacnianie greckiej gospodarki; wielu Niemców sprzeciwiało się obydwu działaniom. Z drugiej strony, Joshka Fischer, były minister spraw zagranicznych, pokazał że liderzy polityczni mogą kształtować opinię publiczną, gdy sam zgromadził powszechne poparcie dla użycia siły w Kosowie i Afganistanie.

Społeczeństwa, które najgłośniej narzekały na brak aktywności Berlina, paradoksalnie mogą również uznać aktywne działanie Niemiec za niekomfortowe. Gdy Berlin podejmie na nowo swoją politykę,  będzie mógł bardziej przejrzyście definiować interesy Niemiec. Niemiecka reakcja na aferę związaną z NSA ukazuje rosnący podział między geopolitycznymi ambicjami Stanów Zjednoczonych a niemieckim porządkiem geoekonomicznym. Odmienne nastawienie Niemiec wobec globalnych spraw gospodarczych, interwencjonizmu oraz równowagi sił w Azji nadal będzie przeciwwagą dla polityki Waszyngtonu.

Konsekwencje wewnątrz Europy mogą być porównywalnie destrukcyjne. W przeszłości, wielu uważało, że podczas gdy polityka gospodarcza Unii będzie prowadzona przez Francję i Niemcy, jej polityka zagraniczna będzie tworzona przez Francję i Wielką Brytanię (państwa, które starają się zrekompensować sobie straty w gospodarkach aktywnością w polityce zagranicznej). Jednakże Röttgen stwierdził iż wyciągniecie ręki do Paryża przez Steinmeiera mogłoby doprowadzić jednego dnia do „połączenia się polityk gospodarczych i zagranicznych” pod flagą odnowionej francusko-niemieckiej współpracy. Pomimo tego, jak bardzo by to mogło być niekomfortowe, odnalezienie kompromisu pomiędzy Niemcami, Francją i Wielką Brytanią w kwestii działań militarnych, będzie zyskiwać na znaczeniu, jeżeli europejski głos ma być słyszalny na międzynarodowej arenie. „Stoimy przed wyborem pomiędzy posiadaniem znaczącego zdania w kwestiach globalnych, jako Europejczycy a byciem pomijanym jako indywidualni aktorzy na poziomie państw narodowych”, powiedział Röttgen.

Jedynym zdaniem, którego jeszcze nikt nie usłyszał jest zdanie najważniejsze – pochodzące od kanclerz Merkel. Wielu oskarża ją o bycie współwinną pomniejszenia ambicji niemieckiej polityki zagranicznej prowadzonej przez Westerwellego (niektórzy mówią o „doktynie Merkel”, która miałaby zakładać unikanie udziału w interwencjach jednocześnie sprzedając broń wątpliwym reżimom). Ponadto podejrzewa się, że naumyślnie obstawiła swoich dwóch następców – Steinmeiera i swoją koleżankę z CDU von der Leyen – na rywalizujących stanowiskach jako minister spraw zagranicznych i minister obrony. Miałoby to na celu ich wzajemne wyeliminowanie się. Jednak obecnie obydwoje – z pomocą niemieckiego prezydenta – wydają się krążyć wokół Merkel i próbują nakłonić ją do zwiększonej aktywności. Czy Merkel przyodzieje nowe szaty i zadowoli niemiecką elitę, czy będzie ulegać opinii publicznej, która nagrodziła ją podczas ostatnich wyborów?

Artykuł w oryginalnej wersji językowej znajduje się tutaj.