Majowe wybory prezydenckie na Ukrainie: polityka Wschodu i Zachodu

Oleksandr Andriejew i Andrew Wilson przestawiają możliwe scenariusze najbliższych wyborów prezydenckich na Ukrainie

Senior Policy Fellow

Oleksandr Andriejew i Andrew Wilson

Ukraińska Centralna Komisja Wyborcza zarejestrowała oficjalnie 23 kandydatów startujących w wyborach prezydenckich przewidzianych na 25 maja 2014 roku, choć termin rejestracji został właśnie przedłużony do 7 kwietnia. Tylko siedmiu ma partyjną nominację – pozostałych 16 to kandydaci niezależni, choć często związani formalnie lub nieformalnie z różnymi partiami. W godnym zaufania sondażu z 26 marca prowadził ukraiński „król czekolady” Petro Poroszenko z wynikiem 24,9 proc. Dalsze czołowe miejsca zajęli Witalij Kliczko (8,9 proc.), Julia Tymoszenko (8,2 proc.) i Serhij Tihipko (7,3 proc.). Kliczko wycofał ostatnio swoją kandydaturę i poparł Poroszenkę, który w nowszym sondażu z 2 kwietnia uzyskał aż 38,3 proc. Tihipko jest wysokim rangą działaczem Partii Regionów (PR) byłego prezydenta Wiktora Janukowycza, mimo to startuje jako kandydat niezależny. Jedynym oficjalnym kandydatem PR jest Mychaiło Dobkin, który w sondażu z 26 marca zajął odległe miejsce z wynikiem 4,2 proc., a jego notowania nadal spadają, podczas gdy Tihipko pnie się wyraźnie w górę i obecnie może liczyć na 17,9 proc. głosów.

Mimo wydarzeń na Euromajdanie i upadku reżimu Janukowycza zapowiadających zmianę reguł gry, faworyci wyborów to znów to samo, co zawsze grono „podejrzanych”, w większości obecni i byli oligarchowie lub ich protegowani. Podczas Pomarańczowej Rewolucji 2004 roku Poroszenko i Tymoszenko opowiadali się za zmianami, ale większości obietnic nie zdołali dotrzymać. W wyborach prezydenckich w 2010 roku Tihipko, który zajął trzecie miejsce także zapowiadał zmiany, ale wkrótce połączył siły z Partią Regionów. W sondażach nie osiągnęło jak dotąd znaczącego wyniku żadne z nowych ugrupowań ukraińskich nacjonalistów ani żaden z (nie)sławnych działaczy Euromajdanu, m.in. przywódca Prawego Sektora Dmytro Jarosz czy lider nacjonalistycznego Ogólnoukraińskiego Zjednoczenia Swoboda Ołeh Tiahnybok. Dalekie miejsca zajmują też liderzy obozu przeciwników Euromajdanu tacy, jak patronujący prorosyjskiemu Wszechukraińskiemu Frontowi Dobkin czy przywódca Komunistycznej Partii Ukrainy Petro Symonenko.

W kontekście najnowszych wydarzeń na Ukrainie i konfrontacji z Rosją powraca fundamentalne pytanie o relacje między wschodem i zachodem kraju. Choć w przeszłości kwestia ta bywała instrumentalizowana politycznie, podział wschód-zachód dominuje w polityce wyborczej od narodzin ukraińskiej niepodległości w 1991 roku. Poparcie dla zbliżenia z Rosją lub dla ściślejszej integracji z UE jest ewidentnie uwarunkowane regionalnie, choć uproszczeniem byłoby stwierdzenie, że ukraiński zachód woli zawsze Europę, a wschód zawsze spogląda ku Rosji. Za prezydentury Janukowycza (2010-2014) ugruntował się neutralny status kraju, którego władze nie dążą do członkostwa w NATO. Podczas obecnego kryzysu Rosja domagała się od społeczności międzynarodowej utrzymania politycznej i militarnej neutralności Ukrainy. Jednak rząd tymczasowy premiera Arsenija Jaceniuka podpisał 21 marca najważniejsze punkty Umowy Stowarzyszeniowej z UE i dąży zdecydowanie do osiągnięcia w najbliższej przyszłości postępu w części ekonomicznej. Rząd tymczasowy zaprzecza jak dotąd, jakoby dążył do członkostwa w NATO, jednak niepewność związana z konfrontacją z Rosją sprawia, że temat zyskuje na aktualności.

Sondaże zapowiadają wygraną Poroszenki, o ile (wielki znak zapytania!) wybory odbędą się zgodnie z planem i bez poważniejszych zakłóceń. Poroszenko jest właścicielem firmy Roshen, jednego z największych imperiów cukierniczych na Ukrainie. Był przywódcą Partii Solidarność, która w marcu 2013 roku połączyła się z Batkiwszczyną Julii Tymoszenko. Jednak Poroszenkę i Kliczkę popiera centrum i zachód kraju, a więc regiony będące tradycyjnym wyborczym bastionem Tymoszenko. Cieszą się oni pewnym poparciem na „miękkim” południowym wschodzie, ale już minimalnym w Donbasie czy Charkowie.

Dla Kremla Poroszenko nie jest idealnym kandydatem. Ten jednoznacznie proeuropejski polityk stwierdził niedawno, że Ukraina może wejść do UE w 2025 roku, podczas gdy Rosja właśnie zaproponowała USA wyjście z kryzysu poprzez zagwarantowanie w nowej konstytucji polityczno-militarnej neutralności Ukrainy. Od lipca 2013 wzrosło też wyraźnie napięcie w relacjach Poroszenki z Kremlem. W ramach „polityki kija” wymierzonej w prozachodnich ukraińskich oligarchów w sierpniu i wrześniu 2013 Rosja objęła sankcjami handlowymi firmę Roshen, co naraziło ją na poważne straty. Niedawno Kreml wziął na celownik aktywa Poroszenki ulokowane w rosyjskim Lipiecku.

Mimo powtarzającej się opinii części ukraińskich elit politycznych, że Tymoszenko „należy do historii” i nie ma szans na wygraną, nadal reprezentuje ona poważną siłę. Tymoszenko jest jedną z osób sprawujących obecnie najściślejszą kontrolę nad „zasobami administracyjnymi”. Większość kluczowych stanowisk we władzach centralnych, m.in. stanowiska urzędującego prezydenta, przewodniczącego parlamentu, szefa MSW i wiele innych w administracji prezydenckiej piastują dziś ściśle z nią związani ludzie. Tymoszenko ma też podobno mocną pozycję w regionach, gdzie kontroluje co najmniej dziewięć obwodów. Na niedawnej konferencji prasowej stwierdziła, że jako więziona w latach 2011-2014 ofiara politycznych prześladowań dysponuje jedynym w swym rodzaju doświadczeniem i lepiej niż ktokolwiek wie, jak zwalczać ustanowione przez oligarchów „stare reguły”, choć warto przypomnieć, że podobną retoryką posługiwała się w latach 2004 i 2010.

Tymoszenko jest jeszcze bardziej prounijna i nazywa Putina „wrogiem numer jeden” Ukrainy. Ale to ona podpisała w 2009 roku umowę z Rosją na dostawy gazu, za który Ukraina musi płacić znacznie wyższą cenę. Ona też jak się mówi prowadziła negocjacje z prorosyjskim skrzydłem Partii Regionów. Tymoszenko zaprzeczyła doniesieniom o jakichkolwiek tego rodzaju spotkaniach, jednak wiadomo, że prowadziła negocjacje z PR we wcześniejszym okresie, kiedy reprezentowała jeszcze „pomarańczową koalicję”. Od dłuższego czasu spada też jej atrakcyjność w oczach wyborców z południowowschodnich regionów kraju.

Jawnie prokremlowski kandydat Partii Regionów Dobkin jest byłym przewodniczącym obwodu charkowskiego. Kierownictwo PR zmieniło się 29 marca, kiedy objął je Borys Kolesnikow. Ponieważ Kolesnikow jest zbliżony do najbogatszego ukraińskiego oligarchy, Rinata Achmetowa z Doniecka, partia powróciła do pierwotnej formuły z przełomu lat 90. i 2000., stając się instrumentem polityki regionalnej. Inne wpływowe frakcje w PR, jak „lobby gazowe” czy grupa Fritasz-Lowoczkin-Tihipko, zostały potraktowane chłodno. Tihipko ma znacznie lepsze notowania od Dobkina, jednak PR nie poparła jego kandydatury, a nawet wezwała go do wycofania się z wyborów. Reprywatyzacja de facto partii i wysunięcie prokremlowskiego kandydata Dobkina każą zastanowić się nad motywami Achmetowa. Czy współdziała z Kremlem? Czy chce federalizacji Ukrainy?

Przez dwa lata Partia Regionów przeszła pewną ewolucję. W zjeździe w 2012 roku uczestniczyło 656 delegatów ze wszystkich regionów. Jednak w ostatnich trzech miesiącach wiele regionalnych oddziałów PR , zwłaszcza w centrum i na wschodzie kraju uległo rozwiązaniu, a na ostatnim zjeździe pojawiło się blisko o połowę mniej delegatów niż dwa lat temu. Większość przybyła z regionu donieckiego (120), charkowskiego (90), Łużańskiego (60) i dniepropietrowskiego (60).

Działacz PR Tihipko kojarzony jest tradycyjnie z grupą Dmytro Firtasza, która pod koniec zeszłej dekady reprezentowała w PR poważną siłę. Jednak jego kandydaturę na prezydenta poparło tylko 35 delegatów PR wobec 315 głosów oddanych na Dobkina i 9 na innego polityka, który odgrywał dwuznaczną, prorosyjską rolę w sektorze energetycznym, byłego ministra energetyki Jurija Bojko. W sytuacji, gdy Achmetow umacnia władzę w partii i popiera Dobkina, niewykluczone, że Tihipko utworzy lub odtworzy własną partię, Silną Ukrainę, która w 2012 roku połączyła się z PR.


Układ sił w parlamencie nieco się wyrównał. Według ostatnich obliczeń w PR pozostało 120 posłów, jednak są to dwie frakcje, Achmetowa i Tihipki, których drogi wkrótce rozejdą się. Z nowoutworzonej frakcji parlamentarnej „Rozwój Gospodarczy” odeszło 37 posłów, z których większość chce współpracować z Tymoszenko. Druga nowa frakcja „Suwerenna europejska Ukraina” składa się z 36 stosunkowo umiarkowanych posłów, z których wielu po 2012 roku zmuszono do wspierania Janukowycza. Poza tym jest 58 posłów niezależnych.

Tihipce byłoby łatwiej niż Dobkinowi przezwyciężać regionalne podziały. W wyborach 2010 roku, prezentując się jako alternatywna trzecia siła, zajął mocne trzecie miejsce za Janukowyczem i Tymoszenko. Jednak Tihipko, który był ministrem w rządzie Azarowa a jego partia Silna Ukraina weszła w skład PR, utracił większość poparcia we własnym wyborczym bastionie – jak na ironię, głównie na rzecz Kliczki, i to jeszcze przed ostatnimi wydarzeniami.

Firtasz zajmuje dwuznaczne stanowisko. Z jednej strony mówi się, że poparł tandem Poroszenko-Kliczko. Ci, którzy publicznie wyrzekli się Janukowycza i jak Tihipko i wielu innych w Partii Regionów domagali się bardziej europejskiego kursu, powiązani byli z grupą Firtasza. Zarazem Firtasz był jednym z tych, którzy najbardziej skorzystali na podpisanej w grudniu 2013 umowie Janukowycz-Putin, gwarantującej Ukrainie znaczne ulgi przy zakupie gazu. Rosyjski gaz płynął na Ukrainę przez ręce jego pośredników. Słychać też liczne głosy, że finansował on działającą na Krymie partię Rosyjska Jedność. Niedawne jego aresztowanie na wniosek USA przez austriacką policję sugeruje, że mogą potrzebować go Amerykanie, którzy gromadzą fakty kompromitujące krąg współpracowników Putina.

Znaczna przewaga Poroszenki może mieć niewielkie znaczenie w przypadku znacznego zróżnicowania frekwencji w majowych wyborach (dużo niższa na wschodzie i południu) lub innych form sabotażu. Achmetow forsujący bardziej radykalnego Dobkina może przysłużyć się Kremlowi dążącemu do obniżenia frekwencji. Z drugiej strony radykalni rosyjscy politycy, jak Aleksander Dugin, twierdzą, że każdy, kto weźmie w nich udział, będzie zdrajcą. PR w obecnym kształcie zdaje się grać na dwa fronty. Niewątpliwie chce odzyskać władzę. Może albo zagrozić wsparciem rosyjskiej koncepcji „federalizacji” Ukrainy i próbować odtworzyć status quo ante, albo potraktować tę ofertę poważniej, dążąc do utrwalenia swej władzy na południowym wschodzie w ramach nowych struktur.

Oleksandr Andriejew jest doktorantem School of Slavonic and East European Studies w University College London

 

Oryginalny artykuł w języku angielskim na język polski przetłumaczył Sergiusz Kowalski.